| Argentyna - Brazylia, czyli poczatek i koniec turnieju piłkarzy? |
| 19.08.2008. | |
|
To w stylu Diego Armando Maradony. Przybył do Pekinu, by kibicować rodakom, ale, jak zwykle, to on, a nie obecne gwiazdy Argentyny z Aguero, Riquelme i Messim, ma być w centrum zainteresowania. Gdy tylko zorientował się, że dla fanów w Chinach bożyszczem jest nie on, ale jego rodak Lionel Messi natychmiast ogłosił, że Messiemu brakuje charakteru, by prowadzić Argentynę na szczyty. Leo bardzo uraziły słowa człowieka mającego w Argentynie status boski. Dziś ma jednak najlepszą okazję, by udowodnić, iż Diego racji nie ma. Wszyscy w Argentynie wierzą, że Maradona tym razem się myli, tamtejsza prasa widzi w Leo nowe wcielenie Diego nazywając gracza Barcelony „geniuszem” i „aniołem”. Ale i wielki przyjaciel Messiego, a dziś największy rywal Ronaldinho przeżywał rozterki przed półfinałowym superhitem. On i jego koledzy z reprezentacji Brazylii bardzo się cieszyli z przeprowadzki do wioski olimpijskiej w Pekinie. Bo tam czuć atmosferę igrzysk znacznie bardziej niż w Shenyang i Qinhuangdao, gdzie grali dotąd. Już kilkanaście godzin później przekonali się, że życie w wiosce olimpijskiej ma wady, bo gdy drużyna Brazylii wybrała się do restauracji została „zaatakowana” przez łowców autografów, którymi okazali się sportowcy innych dyscyplin i wolontariusze. Brazylijczycy zjedli w pośpiechu i uciekli. Dziś sprawdzimy kto był zestresowany bardziej. A na poważnie, to cały ten turniej piłkarski na igrzyskach można było chyba zredukować do tego jednego meczu. Szkoda, że Ronaldinho i Messi wpadli na siebie w półfinale. więcej: http://darekwolowski.blox.pl/2008/08/Argentyna-Brazylia-czyli-poczatek-i-koniec.html. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

