|
09.05.2008. |
|
Dziwnie mi.
Codziennie przechodzę fazy od całkowitej rezygnacji do euforii, że uda się wszystko co tylko sobie zaplanuję.
Huśtawka bardzo męcząca.
Czasem aż żygac się chce.
Mój Mąż daje mi wszystko, czego potrzebuję.
Nawet pracę.
A ja ciągle mam poczucie, że nikt oprócz niego mnie nie chce.
I to deprymuje.
Tyle lat nauki.
Tyle poświęceń.
Sprawdzianów.
Zaliczeń.
Kolosów.
Godzin spędzonych nad książkami.
Czerwone paski, stypendia.
Teraz mogę sobie nimi wytrzeć wiecie co.
Nie czuję, że wybrałam zły kierunek.
To jest to w czym chciałabym siedzieć.
Ale co z tego.
:(
więcej: . |