|
Pokaz nowej kolekcji Paprockiego i Brzozowskiego odbył się wczoraj w Pałacu Kultury w Warszawie i zgadnijcie, kto został na niego zaproszony ;) (oprócz Kręglickiej, Brodki, Horodyńskiej, Cieleckiej, Malinowskiej i, o ile się nie mylę, Dody). Pomińmy jednak kwestie towarzyskie i przejdźmy do najważniejszego - opisu kreacji. Na wybiegu królowały biele oraz szarości, doprawione błękitem, czernią, a także złotem i srebrem. Paprocki&Brzozowski to przede wszystkim, co by nie mówić, sukienki i właśnie one stanowią 90% nowej kolekcji. Pojawiło się też kilka zestawów bluzka+cygaretki. Te ostatnie na modelkach sprawiały oszałamiające wrażenie, boję się jednak, że dla zwykłej śmiertelniczki - czytaj: mnie - mogłyby być zabójcze w skutkach :) Jeśli zaś chodzi o sukienki z metką "paprocki&brzozowski" to każda z nas mogłaby znaleźć coś dla siebie. Z jednej strony eleganckie, rzeźbiarsko potraktowane kreacje z podkreśloną talią, z drugiej - skrzące się, luźne 'koktajlówy'. Jedyne czego mi brakowało w tej kolekcji, to typowego dla Brzozowskiego i Paprockiego rozmachu. W poprzednich sezonach zawsze odnajdywałam u nich jakiś niesamowity detal. W "Heroines" - ogromne bufki, w "Blow-up" - materiałowe kwiaty, w "Her Majesty" - kokardy. Tym razem projektanci postawili na spokój i stonowanie. I choć ubrania z nowej kolekcji są interesujące, to brakuje mi w nich tej szczypty szaleństwa, którą tak lubię u tego duetu.
więcej: . |